Panie i Panowie: Pani Lidia Król Pinder od 30 lat dumna właścicielka jednego z największych i najlepszych polskich cyrków.
1)
Jest Pani dumna z 30-letniej kariery w
roli dyrektorki Korony? Czy uwierzyłaby Pani w np. 1996 roku, że w 2022 roku
będzie obchodzony jubileusz 30-lecia cyrku?
Trudno jest uwierzyć, ze czas tak szybko płynie. Sama
jestem zdziwiona, że to już minęło 30 lat. Jestem bardzo dumna z tego co
osiągnęłam, myślę ze programy jakie dałam w Polsce i nie tylko, w tym 6 edycji
Festiwalu Talentów z galami charytatywnymi to są rzeczy nie do opisania według
mnie. Mam tu na myśli ile tu trzeba było włożyć trudu, pracy, załatwienia spraw
organizacyjnych, żeby to wszystko było dopięte i efekt końcowy zachwycał
naszych gości.
Każdy rok, każdy nowy sezon to nowe wyzwania i nowa „praca” pt. „Co zrobić, czego jeszcze ludzie nie widzieli, a z czego byliby zadowoleni”, więc trudno powiedzieć by za każdym razem było wszystko tak jak by się tego chciało, ale próbuje nadal, nie opuszczam rąk, tylko staram się i myślę, że powinnam być wzorem dla młodszych kolegów żeby się właśnie starali o to żeby poziom był jak najlepszy.
2)
Czy po latach bycia artystką w zespole akrobatycznym
4 Kings oraz prowadzenia własnego cyrku wyobraża sobie Pani inne życie?
Oczywiście, że sobie wyobrażałam, przede wszystkim z
zawodu jestem nauczycielem wychowania fizycznego i zaraz po studiach pracowałam
w tym zawodzie. Natomiast czy byłam z niej zadowolona? Nie. Wyobrażać możemy sobie różne rzeczy. Nie
żałuję niczego, wszystko się tak potoczyło jak życie chciało i myślę, że nadaję
się na nie jeden scenariusz filmowy(śmiech).
3)
Przez te 30 lat wiele się zmieniło i na
świecie i w cyrkach. Co dla Pani jest największym sukcesem, osiągnięciem?
Myślę, że jednak wspomniany już festiwal. Jest to ogromne
przedsięwzięcie pod kątem organizacyjnym i też od strony finansowej. Kosztuje
dużo więcej niż taki program sezonowy. Biorąc pod uwagę sezon jest on dużo
trudniejszy, trwa znacznie dłużej, w trakcie sezonu trzeba wykazać się
niesamowitą dyscypliną pracy, żeby ten sezon od „A” do „Z” wyglądał tak samo:
program, pracownicy techniczni, administracja, reklama, zgrać to wszystko jest
trudniej niż na 2-3 tygodnie trwania festiwalu. Jeszcze jeden wątek przyszedł
mi do głowy, jeśli chodzi o to co się zmienia. Proszę zobaczyć jaki tabor mam w
tej chwili, a jaki miałam 15-20 lat temu, ile ja zmieniłam namiotów przez te 30
lat, myślę, ze jestem numerem uno jeśli chodzi o częstotliwość wymiany namiotów
na nowe. Tak samo ile razy zmienialiśmy w naszym cyrku oświetlenie, bufet i
wiele innych rzeczy, także cały czas pojawia się coś nowego, innego.
Jak Pani wspomina program „Artyści Dzieciom”?.
Artyści dzieciom to jest wielka moja miłość, ponieważ
udało mi się współpracować z wieloma najlepszymi aktorami, reżyserami, których
nie znałam do tej pory. Z wieloma mam kontakt po dziś dzień. Było to niesamowite
wyzwanie i jak sobie przypomnę ile mnie to wszystko nerwów kosztowało to nie
wiem czy bym chciała do tego wrócić(śmiech). Z ogromną łezką wspominam, bo był
to moim zdaniem jeden z najlepszych programów „Artyści Dzieciom”; najmocniejszy
gdzie artyści scen polskich wcielali się w artystów cyrkowych. Artyści
pracowali pod namiotami, próby trwały ponad miesiąc. Dzień w dzień przez wiele
godzin np. Agnieszka Sitek pod kierownictwem Piotra Szymańskiego ćwiczyła
pallot czy występ na loopingu Piotra Adamczyka. Same próby to były niesamowite
wyzwania, a przy okazji był to grudzień, było bardzo zimno, a namiot trzeba
było nagrzać. Specjalnie też pojechałam do Niemiec sprowadzić tygrysy na
życzenia Andrzeja Piasecznego, który chciał wystąpić w pallocie, ale nie do
końca mu to wyszło, natomiast w roli trenera tygrysów spisał się bardzo dobrze.
4)
Misją Korony było i jest promowanie
młodych talentów(Omelchenko, Ssnake itd.). Nie raz to dzięki Koronie młodzi
artyści wskoczyli na wyżyny w świecie cyrku. Jak Pani to robiła, czy intuicja
czy przypadek?
Od pierwszych sezonów starałam się szukać młodych
artystów, u których widać było potencjał. Jeśli chodzi o Omelchenko. Zaczęło
się to od tego, że pojechałam na zagraniczny festiwal i go tam zobaczyłam jako
takiego „żółtodzioba”, ale widziałam w nim wielki potencjał, to był wielki
showman, a ja uwielbiam takich artystów, którzy są młodzi i potrafią zachować się
na arenie, dołożyłam swoją rękę i znalazł się w Polsce, okrzesał się, wyjechał
do du Soleil i jest jednym z najbardziej docenianych na zachodzie artystów,
podobnie było z artystą z Mołdawii- Jurą, który też dzięki mojej pomocy trafił
do du Soleil. Udało mi się wypromować też rodzinę Korolievy szczególnie
Margaritę, którzy do tej pory pracują w Las Vegas. Zawsze szukałam numerów dla
mnie znanych ale często w wyobraźni czułam, że będą się one podobały
publiczności w moim cyrku, a potem często ich kariery potoczyły się bardzo
dobrze. Tak też się stało z artystami z Polski. Wspomniałeś Ssnake, który w
Koronie zadebiutował, dostał pewnych szlifów i którego także w tym roku można
zobaczyć.
5)
Jakie numery w Koronie najmilej Pani wspomina?
Do jakich chętnie wraca?
Coś co leży mi na sercu, to są numery; powiedziałeś że
się powtarzały; chodzi mi tu o numery naszych zwierząt o całą rodzinę Pinder,
której należy się wielki pokłon oddać ponieważ nie było takiego samego numeru
przez wszystkie lata, w których pracowały te zwierzęta. Ile nowych numerów
powstało z udziałem tych samych zwierząt! Mogli dokonać tego tylko ludzie,
którzy profesjonalnie zajmują się trenowaniem zwierząt. Mogłabym tu wymieniać
długo bo mieliśmy tresury wielbłądów(jedno i dwu garbnych), tresury koni,
tresurę mieszaną, cyrkową farmę, tresury psów. Rewelacyjna była tresura
wielbłądów prowadzoną na koniu, czego w Polsce w ogóle nie było- dla mnie to
był po prostu majstersztyk. W farmie zmienialiśmy bardzo dużo zwierząt. Punktem
spójnym jest to, że im się chciało ćwiczyć, zimą kiedy przygotowywaliśmy się do
sezonu, że tym zwierzętom chciało się robić tyle razy to samo, dla nich w
pewnym momencie to się robiło po prostu nudne. Wymagające były też tresury
mieszane z udziałem zwierząt egzotycznych. Najpierw 5 zebr, potem zebry z
wielbłądami, a potem z lamami. Tylko najlepsze cyrki w Europie, które mają do
tej pory zwierzęta potrafią to zrobić jak np. Cyrk Humberto, bo są tam treserzy
licencjonowani. Przez dwadzieścia parę lat występowały u nas zwierzęta, których
niestety już nie mamy i za każdym razem były to inne numery. To co mnie zawsze
korciło to oczywiście są akrobacje. Jak zaczynaliśmy to były wielkie numery;
były huśtawki, były drążki, pallot. Dziś trudno o takie numery w polskich
cyrkach przy jednodniówkach, jak właśnie mój ulubiony drążek. Wymaga on prób,
równej areny. Wiele razy się przekonywałam o tym biorąc w sezon drążek, który
nie dotrzymał do końca sezonu, właśnie przez te krótkie pobyty w jednym
miejscu.
6)
Od 1993 roku przybyło nowych wyzwań i
różnorodnej konkurencji dla cyrku jak parki rozrywki, internet. Widownia też
nie jest tak liczna jak kiedyś. Jak próbuje Pani przyciągnąć starych i nowych
widzów i być konkurencją dla innych form rozrywki?
Myślę że na Koronie
to wyrosło już parę pokoleń tak szczerze mówiąc; jeśli nie zawiodłam tego
pierwszego to drugiego i piątego też nie zawiodę. Jeśli dziadek był w Koronie
to i syna przyprowadzi i wnuka przyprowadzi. Najważniejsze to jest trzymać poziom,
trzymać fason, żeby ludzie czuli, że są zadowoleni i oto walczymy, żeby widz
wyszedł z programu zadowolony. Szukamy tego co modne, trochę czegoś innego,
lecz jest to bardzo trudne bo trzeba to łączyć też z realiami finansowymi. W tym roku jest okropna inflacja wszystko bardzo drożeje itd. Cały czas są jakieś
nowe wyzwania, przeszkody, ale przez te 30 lat udało się wyjść z niejednych problemów,
więc damy radę.
7)
30 lat doświadczenia, co jest
najtrudniejsze dla dyrektora cyrku?
Myślę że najważniejsze w całej organizacji pracy jest
kontakt z ludźmi, bo jednak ten cyrk, przynajmniej w moim przypadku to jest
ponad 50 osób, które są ze sobą 24 h na dobę przez 7 dni w tygodniu, przez 9
miesięcy w roku. Wydaje mi się, że to jest najtrudniejsze, żeby tą całą ekipę
utrzymać, żeby były dobre relacje pomiędzy nimi i żeby wszyscy byli w miarę zadowoleni
z tego co robią.
8)
Czego by Pani sobie i Koronie życzyła na
przyszłość?
Życzyłabym zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia(śmiech),
życzeń takich mniejszych to jest dużo można by o tym godzinami, ale powiem tak:
jak będzie zdrowie to będziemy wszyscy zadowoleni.
Za 10 lat się tu widzimy?
To trzymam Cię za słowo! Ja będę i mam nadzieję, że Ty
też.