Za mną niemal 16 godzin, na 4
różnych spektaklach 16 Festiwalu Sztuki Cyrkowej w Budapeszcie. Ponad 200
artystów z 23 państw, 50 różnych numerów, orkiestra i wokal na żywo,
kilkudziesięciu tancerzy i tancerek, do tego ta oprawa… Występy po których
niemal potrzebny był chirurg plastyczny, bo szczęka opadła z wrażenia tyle
razy, że ciężko było ją podnieść z podłogi haha.
Postanowiłem napisać o wrażeniach z tych wszystkich programów w jednej
obszernej relacji. Niektórych artystów i ich umiejętności trudno mi ująć w
słowach, bo byli aż nadto doskonali.
Bez wątpienia Grand Prix dla
artystów z Narodowego Cyrku Chińskiego się należało! Ich popisowe skoki przez
obręcze, które zdobyły rekord Guinessa, żonglerka piłkami tworząc jednocześnie piramidy i dodając nutkę kontorsjonistyki,
gimnastyka na podwójnym trapezie, czy balans i kontorsjonistyka ze szkłem.
Wszystkie występy chińskich artystów były jak na Chiny przystało perfekcyjne,
nie można się niczego doczepić to są mistrzowie akrobatyki, ekwilibrystyki i
innych dziedzin sztuki cyrkowej.
Dla mnie najbardziej
spektakularne okazały się także występy jedenastoosobowego zespołu z USA i
Argentyny na latających trapezach. The Flying Tabares to obecnie jeden z dwóch najlepszych
zespołów w tej dziedzinie na świecie. Mnóstwo efektownych salt, obrotów na
podwójnych trapezach. Do tego na finał wszyscy artyści jednocześnie w powietrzu
na 8 trapezach. Generalnie co tu dużo pisać… TO BYŁO FANTASTYCZNE!
Nie można pominąć młodego duetu,
laureatów MFSC w Monte Carlo, którzy od kilku lat zdobywają uznanie
publiczności na całym świecie, a to za sprawą pełnych brawury i nieziemskich
umiejętności w grach ikaryjskich. Martinez Brothers – nazwa tego duetu mówi
sama za siebie. Arcymistrzowie, którzy i w Budapeszcie sięgnęli po jedną z
najwyższych nagród.
Duo Costache z Rumunii –
kolekcjonerzy nagród i rekordów Guinessa. Siłowanie się zębami z motocyklem,
który próbuje ruszyć do przodu, czy trzymanie w zębach 10 metrów nad areną
partnerki siedzącej na motorze to naprawdę robi piorunujące wrażenie. Podobnie
z Nicols Crossbows i ich strzelaniem z kuszy, ale tu dochodzi jeszcze efekt
mrożenia krew w żyłach i śledzenia tych niebezpiecznych popisów z zapartym
tchem. Strzelanie z kuszy do balonów, które trzyma akrobatka w powietrzu,
jednocześnie obracając się, czy strzelanie do celu przy wykorzystaniu przedniej
kamerki smartfona, która daje lustrzane odbicie, to widok dla ludzi o mocnych
nerwach, nawet gdy widzi się tak świetny duet na arenie.
Venice Carnival to kolejna grupa
artystów z Rosji ich oryginalny występ na trampolinie, która łączy elementy
innych dziedzin sztuki cyrkowej to majstersztyk. Styl weneckiego karnawału,
choreografia, komizm i potężne umiejętności w skokach i utrzymaniu równowagi.
Kelly Folco – jedyna kobieta,
która jeździ na 15 kołowym monocyklu, a do tego opanowała jazdę na niższych do
perfekcji. Żeby tego było mało na monocyklach skacze przez skakankę, podrzuca
stopą rekwizyty na czubek głowy i to w jakim stylu! Czapki z głów dla tej
włoskiej artystki!
Duo Sabawian z Etiopii i ich
adagio akrobatyczne to zupełnie inna liga – liga totalnych mistrzów. Ten młody
duet moim zdaniem zasługiwał na wyższą nagrodę.
Aliev Infinity grupa artystów z
Uzbekistanu na perszach to kolejni artyści, którzy przełamują granicą i są
mistrzami w tej dziedzinie. Wchodzenie z wysokim perszem po kątem ostrym, czy
utrzymywanie równowagi z perszem na głowie to dowód na, to że sztuka cyrkowa
nie ma sobie równych.
Gośćmi specjalnymi było trio
Simet Laszlo i ich kosmiczny numer, w którym wcielają się w astronautów i to
nie jest przypadek, bo dosłownie przeczą prawom fizyki w tym grawitacji. Zobaczyć
ich wreszcie na żywo to było moje marzenie i z chęcią zobaczę ich jeszcze nie
raz.
Jak na tradycyjny festiwal cyrkowy
przystało musiały być numery z udziałem zwierząt. Może i nie było lwów, słoni,
ale za to był pokaz psów i lam na najwyższym możliwym poziomie. Pieski różnych
ras skakały jak natchnione, wykonywały salta oraz tricki, o których trudno
nawet pomyśleć. Nazwisko tresera – Thomas Lacey zobowiązuje! Jeszcze nigdy nie
widziałem tak doskonale przygotowanej tresury psów na żywo. Podobnie z lamami w
wykonaniu młodego pokolenia rodziny Cassely. Kto by pomyślał, że te andyjskie
pupile można nauczyć tak wiele, i że mogą być one tak posłuszne, oswojone.
Kiedy lamy zeszły z areny ich opiekun Tobias wykonał popisowy numer jeździecki
na rozpędzonym baktrianie. Też rzadko już spotykany wyczyn w cyrkach na
świecie. Był to miły akcent na koniec jego występu.
Podczas węgierskiego show nie
mogło zabraknąć numeru jeździeckiego na koniach, a zaprezentowała to rodzina
Donnert. Salta na koniu, żonglerka, wskakiwanie pełne brawury i na finał
przejazd na grzbiecie rumaka, na stojąco z dumnie powiewającą węgierską flagą.
Od tych popisów na koniach zaczęła się historia współczesnego cyrku, i tak od
niemal 260 lat jest to nieodłączny element sztuki cyrkowej.
To nie koniec pokazów z udziałem
koni. Przepiękny występ ukazujący niebywałą więź między tymi dostojnymi
zwierzętami, a człowiekiem i to w ujmującym stylu przedstawiła Giulia Giona z
Włoch. Czasami dużo nie trzeba, by stworzyć takie arcydzieło i ten występ był
tego dowodem.
Wiele było numerów górnych,
zwłaszcza w duecie. Najbardziej ujęły mnie jednak występy takich perełek jak:
Aerial Adagio (artyści z Cirque du Soleil) ze Szwajcarii na podwójnym hammocku.
Duo Aerial DNA z Izraela na flying pole, węgierski duet The Annas na tym samym
rekwizycie, ale w zupełnie innym wydaniu oraz Chepkiy Mikhailo & Yaroslava
Lytvynova z Ukrainy też w gimnastyce na aerial-hammock. Każdy z nich był
arcydziełem na miarę gimnastyki powietrznej. Ujmujące, z historią, z
arcyniebezpiecznymi trickami.
Skoki na desce to żeńska, młoda
grupa węgierskich artystek – The High Flyers. Ten bardzo wymagający numer
zawsze robi spore wrażenie i nie inaczej było i tym razem, nawet gdy nie
wszystko szło po myśli dziewczyn, a to zapewne za sprawą stresu, który można
było dostrzec na ich twarzach. Nic dziwnego to zapewne ich pierwsza tak duża
impreza, na której występowały. Mimo to doskonale im wyszło!
Christopher Eotvos zabrał widzów
w swój wielki magiczny świat. Duża iluzja z bogatą choreografią, przepięknymi
kostiumami i wieloma efektownymi sztuczkami. Jest to jeden z najlepszych
młodych iluzjonistów w Europie.
Do rzadko spotykanych, a nawet
oryginalnych występów należy zaliczyć gimnastykę powietrzną na statku Gabrieli
Brentan z Brazylii, ale i występ reprezentanta Polski w gimnastyce powietrznej
na lampie. Oba rekwizyty zostały dobrze wykorzystane i były na pewno
zaskakującymi, bo nie co dzień jest okazja podziwiać artystów na takich
rekwizytach.
Na festiwalu były aż 4 numery
stójkarstwa. Oczywiście każdy inny, każdy miał część zupełnie innych elementów,
ale jednak dla mnie cztery nawet tak dobre numery w tej samej dziedzinie to
troszkę za dużo.
Clowni podczas festiwalu
prezentowali różne style. Anatoly Ankerman z Izraela to komik kompletny, jego
charakterystyczny ubiór, makijaż i fryzura oraz genialna gra aktorska nie mogą
nie rozbawić. Podobnie z rosyjskim duetem Zakhvata – pełni klasy, ale i szaleństwa,
z poszanowaniem tradycji clownady, ale i z szczyptą nowoczesności – te połączenia
sprawiają, że chce się ich oglądać. Podczas węgierskiego show bawiło… no
próbowało rozbawić trio Triple Trouble – pomysły mieli naprawdę dobre, ale
wykonanie takie sobie.
O wszystkich występach można by pisać i pisać, postarałem
się zrobić to w dużym skrócie, ale jedno jest pewne dzięki takim festiwalom
wiem, że sztuka cyrkowa żyje i to pełnią życia, a Budapeszt to istna lokomotywa,
która napędza sztukę cyrkową i nadaje jej nowe tory.
W dziale ZDJĘCIA fotogalerie z wszystkich programów, a na kanale bloga na YouTube fragmenty widowisk.