CIRCUS KRONE RELACJA Z WIDOWISKA "FREESTYLE"

 

Dobrze jest od czasu do czasu zobaczyć cyrk z prawdziwego zdarzenia: z zapachem trocin, ze zwierzętami, z orkiestrą, z niepowtarzalnym klimatem, tylko zawsze pojawia się ta sama myśl, dlaczego nie ma takiego cyrku w Polsce...

I tak miniony weekend spędziłem w stolicy Bawarii - Monachium wraz z moim towarzyszem podróży - dziadkiem mieliśmy udany wyjazd, z piękną słoneczną pogodą. Udało się sporo zwiedzić i dwukrotnie obejrzeć blisko 3 godzinny spektakl "Freestyle" w stacjonarnym Circus Krone, który położony jest niemalże w centrum Monachium. Mogę odhaczyć jeden z kolejnych moich głównych cyrkowych celów 

Najtrudniej jest mi tworzyć relację z tak rewelacyjnych widowisk, stojących na najwyższym światowym poziomie. Najwidoczniej w pewnym sensie dość trudno przełożyć mi to co miałem okazję zobaczyć na własne oczy w słowa - bo nie ma takich słów, które określiłby jak bardzo mi się podobało! 

Już sam początek i pierwszy występ na linie poziomej trio linoskoczków Triple Breath zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Jeszcze nigdy nie widziałem tak doskonałego numeru na linie, z tak licznymi trickami, w tym tymi, których dotąd nie widziałem. Połączenie przejścia po linie z perszem, czy szpagat pod liną to coś o czym nawet bym nie pomyślał.

Lucky Hell przełamuje kolejne bariery ludzkich możliwości. Połykanie mieczy i innych ostrzy zawsze wywołuje niemałe emocje, tutaj dochodzi połykanie ostrzy w powietrzu podczas gimnastyki na sztrabatach. Dawno nie miałem takiego stresu oglądając występ w cyrku - ta artystka wprawiła mnie w osłupienie. 

Drugi numer na sztrabatach już bez ostrzy, ale także ze zjawiskowymi momentami, bez żadnych zabezpieczeń przy ryzykownych elementach prezentuje Duet Sky Angels. 

Trio Tony Tonitos clowni, których mogłoby być więcej w tym spektaklu. Clowni z prawdziwego zdarzenia, totalnie zwariowani i nadzwyczaj profesjonalni. Ich gagi rodem z klasyki cyrkowej bawią bez końca. Szalona kuchnia to istny majstersztyk jaki można zobaczyć tylko w najlepszych cyrkach.



Clown Francesco już przed programem zabawiał publikę, w trakcie programu wygrywał "Odę do Radości" piłeczką pingpongową na patelniach, stworzył zespół muzyczny z udziałem publiczności, czy nagrodził medalem wtórującego w śpiewaniu mu małego widza. Inny styl niż Tony Tonitos, ale także śmiechu nie brakowało. 

Pavel Valla czyli rekordzista Guinessa w jeździe na monocyklach - mistrz nad mistrzami w tej dziedzinie i nic więcej.

Anton to artysta, który kręci obręczami hula-hop jak by był zahipnotyzowany - bezbłędnie, z ogromną precyzją. To co wyczyniał to nie był zwykły występ hula-hop to był odlot nie z tej ziemi!!! Tego się nie da opisać to trzeba zobaczyć.

Podobnie z Duo Medal i ich hand to hand. Taką akrobatykę siłową można podziwiać z zapartym tchem bez końca. Ten duet należy do ścisłej światowej czołówki, wielokrotnie przez kilka minut sprawiają, że ludzkie ciało nie ma granic. 

Grupa Ordonez to popisy na rowerach klasy BMX - skoki zsynchronizowaną muzyką, dużo dynamiki i przede wszystkim coś innego, nowoczesnego. Chłopacy zrobili niezłe show!

Christopher Eotvos i jego duża iluzja, to jest to co chciałbym oglądać. Nie ma chwili przerwy, cały czas coś się dzieje, są tancerki, dynamiczna muzyka i kilka spektakularnych iluzji. Dwie doskonale mi znane, choć w lepszym wydaniu oraz 3, których nigdy wcześniej nie spotkałem. Ten młody iluzjonista dosłownie mnie zagiął i oczarował. 

Circus Theater Bingo to grupa, która towarzyszy przez sporą część widowiska. Zarówno na rozpoczęciu jak i na koniec prezentują bogatą choreografię i różnorodne dziedziny sztuki cyrkowej. Momentami działo się tak dużo, że nie wiadomo było gdzie skierować wzrok. Ten balet towarzyszy clownom, czy podczas numeru jeździeckiego Jany Mandany-Lacey. 

Elisa Cussadie nim wykonuje swój popisowy numer z papugami, pojawia się w małej, ciasnej przezroczystej skrzynce i udowadnia, że jej ciało jest niczym bardzo elastyczna guma. Papugi Elisy to numer, który widziałem już dwukrotnie i za każdym razem wywołuje te same emocje. Jest bajecznie piękny, z magicznym podkładem muzycznym. Papugi z Elisą tworzą zgraną paczkę, łączy ich niesamowita więź, a bliskość z tymi kolorowymi ptakami może poczuć każdy widz, dzięki temu, że fruwają nad publicznością. 

Hans Ludwig Suppmeier i jego pokaz koni to coś czego jeszcze nie doświadczyłem. Orkiestra, treser, konie to wszystko zgrane jak w szwajcarskim zegarku z odrobiną humoru. Taniec koni podczas muzyki, a gdy ta cichnie konie stają w wyznaczonych miejscach bez ruchu - czy można wyobrazić sobie coś piękniejszego? Żywe dzieło sztuki przez duże "S". 





Wisienką na torcie była tresura 17 wielkich kotów - 2 lwów, 3 tygrysów i 12 lwic w wykonaniu laureata MFSC w Monte Carlo - Martina Laceya Juniora i jego młodszego towarzysza (być może następcy) Alexisa Lacey Krone. Niemożliwe rzeczy nie istnieją i ten pokaz jest tego dowodem. Obcowanie z tak liczną grupą wielkich drapieżników to widok co raz rzadszy, ale jest i tego się nie zapomina. Martin bawił się z nimi jak z małymi domowymi kotkami, a one jeszcze chciały się tulić, całować i odpoczywać na leżącym na arenie treserze. To było po prostu fantastyczne!

W jednym zdaniu mogę rzec, że zobaczyłem spektakl, który nie odbiega od np. Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Cyrkowej w Monte Carlo. Krone od 106 lat tworzy widowiska, które są tworzone z zaangażowaniem, z najlepszymi artystami, wysublimowanymi numerami, pięknymi zwierzętami i nie inaczej było teraz. 

Miód na moje uszy to oczywiście orkiestra cyrkowa. W Krone melodie grane przez orkiestrę zarówno te klasyczne jak i nowoczesne były wykonane idealnie i wsłuchiwałem się z uśmiechem oraz dreszczami. 

Ciekawymi elementami było przedstawienie publice w jaki sposób do występów na arenie przygotowywane są zwierzęta. Najpierw cztery konie, a potem młodziutka tygrysica. Krone chce w ten sposób obalić stereotypy obrońców praw zwierząt. 

Sam budynek Krone z zewnątrz, ale przede wszystkim wewnątrz robi ogromne wrażenie - zdobienia, światełka, cyrkowe figurki czy wystawa w gablotach. Jednym słowem czułem się jak w cudownej bajce, jak w zupełnie innym magicznym świecie - tak jak powinno być w cyrku. Jedyne co mi się nie podobało to sprzedaż alkoholu w takim miejscu... 

Mam nadzieję, że takie spektakle i takie cyrki będą w Europie jeszcze długo - bo wiwaty, owacje bez końca i liczna publiczność mówią same za siebie. 

W DZIALE "ZDJĘCIA" ZNAJDZIECIE FOTOGRAFIE Z SPEKTAKLU

OBSERWUJ BLOGA NA:

OBSERWUJ BLOGA NA: TIKTOK