Czasem warto jest odkryć w sobie na nowo dziecięcą radość...
Nie pamiętam kiedy ostatnio podczas spektaklu cyrkowego w Polskim cyrku przez niemalże cały czas miałem uśmiech na twarzy - ale zacznijmy od początku...
W miniony weekend pojechałem na premierę "Circus Melody" do Opola. Jest to najnowsza produkcja Cyrku Wictoria, której pomysłodawcą i reżyserem jest Rafał Walusz. Całość powstała przy współpracy wielu uzdolnionych osób, w tym między innymi Agi Pudło, która podczas programu wciela się w główną bohaterkę, sama ułożyła teksty piosenek i je wykonuje solo lub razem z Rafałem.
Muzycznych, śpiewanych akcentów w blisko dwugodzinnym show nie brakuje, ale nie są to zwyczajne przerywniki lub tło do spektaklu. Śpiew towarzyszy Joy (Aga Pudło), Mistrzowi Ceremonii (Rafał Walusz) i trzem bajkowym postacią: Leo (lew), Maniek (małpa) oraz Sofia (Słonica) w magicznej podróży w poszukiwaniu tego co w życiu najważniejsze: SZCZĘŚCIA. Wspomniana piątka pojawia się kilkukrotnie podczas całego programu, każda ich scenka nawiązuje do fabuły oraz do poprzednich bądź następnych cyrkowych numerów.
Joy zatraciła się w pracy, ma mnóstwo obowiązków, jest wyczerpana i nie pamięta co jej w życiu dawało szczęście. Gdy syn dzwoni do niej i mówi, że do miasta przyjechał cyrk, ona niestety nie może iść bo jest w pracy. Wykończona siada przy restauracyjnym stoliku (w miejscu pracy) i przenosi się do zaczarowanego świata sztuki cyrkowej, w którym Mistrz Ceremonii, Leo, Maniek oraz Sofia krok, po kroku będą przywracać jej radość z życia, ukazywać z czego ma ją czerpać oraz w jaki sposób.
Po dość ponurym i nieco smutnym początku widowiska, gdy Joy spędza kolejny dzień w pracy z klientami bez szacunku wobec niej, nucąc pierwszą z piosenek, pojawia się Mistrz Ceremonii z tancerzami. Rafał śpiewa polską wersję melodii "The Greatest Showman", a w tle artyści tworzą żywiołowy układ choreograficzny. Po tym drugim już muzycznym akcencie nadszedł czas na niezwykłe skoki na trampolinie w wykonaniu Adrenaline Team. Każdy skok i ruch jest pod muzykę, podobnie gra świateł, a ten czteroosobowy zespół skokami wymiata. Cudownie się ich oglądało - zgrany zespół, przeróżne skoki i kombinacje, w tym nieco humoru. Do tego numeru także jest akcent wokalny.
Po tej dawce adrenaliny czas na rozpoczęcie z udziałem wszystkich wykonawców, którzy Joy nieco namieszają w głowie, a Mistrz Ceremonii właśnie w taki sposób wprowadzi ją do cyrkowego świata.
Gdy artyści zeszli z areny w górę wzbił się już Dmitro Podobriy na sztrabatach. Elegancki występ, który wymaga ogromu sił mięśni, i synchronizacji z muzyką.
Zwierzęcy bohaterowie zapoznali Joy z przybyszem z kosmosu - clown Stefi. Wkroczyła pod namiot w skafandrze astronauty i powolnym krokiem niczym spacer po księżycu dotarła na środek areny. Wraz z publicznością odśpiewała i odtańczyła do macareny. Chwilę później poznała Mańka, który zaczął jej się psocić i kraść jej prywatne rzeczy. Stefi nie mogła na to pozwolić i zaczęła ganiać po całym namiocie tą psotną małpę.
W życiu najważniejszy jest balans, między obowiązkami, a czasem wolnym, między przyjemnością, a trudem. O balansie najwięcej wie Leszek Kaczmarczyk, który prezentuje balans ze szkłem. Jego wydanie jest pełne emocji, trudnych kombinacji i ryzyka. Balans ze szkłem w jego wydaniu jest świetnie odbierany przez publikę i nie ma się co dziwić bo Leszek jest mistrzem w tej arcytrudnej i coraz rzadziej spotykanej dziedzinie sztuki cyrkowej.
Przed przerwą pojawiają się super bohaterowie - Biedronka i Czarny Kot w ewolucjach na linie pionowej. Svetlana Podobriy jest jak zawsze w niesamowitej formie. Na linie rzeczywiście wygląda jakby miała super moce, ale jednak to tylko, lub aż jej ogromne umiejętności i wiele efektownych zawirowań pod samą kopułą cyrku.
Po przerwie ciąg dalszy przygód Stefi i Mańka. Tym razem Stefi próbuje odebrać/przekupić wredną małpę bananami, by odzyskać swoje rzeczy. Na małpie wrażenie zrobił dopiero największy, biegający banan. Śmiechu tutaj nie brakuje.
Gimnastykę na trapezie kołowym do śpiewanej przez Agę piosenki z filmu Vaiana wykonuje Evelina. Obie panie tworzą wyjątkowy numer, z jeszcze większymi emocjami i podwójnym pięknem.
Gdy nad areną zawisa zamknięta tajemnicza skrzynka to już wiesz, że nadszedł czas na nieco magii. A magią zajmuje się Mistrz Ceremonii - Rafał Walusz. W tym roku znów rozwalił system, na koniec iluzji jest szok, niedowierzanie - "jak on to zrobił???. On naprawdę udowadnia, że niemożliwe nie istnieje, a cuda to dla niego codzienność. Gdy już poznaliśmy hasła ukryte w skrzynce, nadszedł czas na tango w powietrzu.
Podniebne tango i Duet Podobriy - czego chcieć więcej? Ten duet zawsze oczaruje każdego widza. To jest wyśmienita uczta dla serca i duszy, ten duet można podziwiać bez końca.
Stefi nie poprzestaje na rozbawianiu widzów i w kolejnej repryzie wybiera dwóch śmiałków: kobietę i mężczyznę, którzy muszą poczuć rytm i powtarzać za Stefi skoczne ruchy do znanych piosenek.
Ponownie nieco czarów, tym razem dla najmłodszych. Rafał wybiera jedno dziecko z widowni, wprowadza nas w magiczną atmosferę, by opowiedzieć czym tak naprawdę jest magia, a na koniec udowodnić, że magia istnieje naprawdę.
Ostatni punkt programu do ekstremalne, kaskaderskie skoki na huśtawce i Adrenaline Team. Drugie ich wejście to jeszcze większa dawka emocji, mistrzowskich popisów oraz odrobina humoru.
W wielkim finale radosna choreografia w wykonaniu wszystkich artystów i finalna scena, gdy Joy odzyskała to czego jej brakowało - prawdziwe szczęście.
"Circus Melody" to spektakl dla całej rodziny, ktoś powie, że dla dzieci. Tak dla dzieci w każdym wieku: tych co mają 3 lata, 13, 33, czy 83 lata. Wspaniała fabuła, wiele śpiewu na żywo, w tym podczas niektórych numerów. Rytmiczna radosna muzyka - dograny każdy szczegół, całość płynna bez żadnych przerw, do tego wiele choreografii, wspólne rapowanie, zabawne i wzruszające scenki. Całość jest wesoła we wspaniałej, ciepłej atmosferze, która powoduje, że uśmiech towarzyszy cały czas.
Wielkie brawa za pomysł i jeszcze lepsze wykonanie. Jest to coś innego, coś cyrkowo-teatralno-musicalowego, coś co wywołało u mnie nie małe zaskoczenie i zachwyt, a serducho powiedziało mi "kurde jakie to jest dobre!".
Trochę ciężko mi było przelać myśli w tekst, w tym spektaklu tyle się dzieje, że po prostu trzeba to zobaczyć na własne oczy, ja serdecznie polecam.