Po trzech latach udało mi się wrócić do wyjątkowego miejsca na mapie Europy. Około 40 km od granicy polsko-niemieckiej na bazie Circus William można przenieść się do prawdziwej magicznej krainy.
Miejsce to odwiedzają tłumy gości, są dwa duże parkingi, które zapełniają się już chwilę po otwarciu. Po wejściu przez bramę Willes Welt zapomina się o codziennych troskach. Wędrując alejkami wśród drzew i pięknie zagospodarowanego stawu można jednocześnie podziwiać bogaty zwierzyniec należący do rodziny prowadzącej Circus William. Wiele z tych zwierząt jak antylopy, wielbłądy, Daniele, zebry, konie, osły są tak oswojone, że aż lgną do ludzi, którzy chętnie drapią je za uchem. Niektóre z nich uwielbiają selfie pozując do obiektywów. Nieco dalej jest jarmark świąteczny, sprzedaż rękodzieła, różnego rodzaju potraw i pamiętek. Wśród zwiedzających między nogami przechadzają się kaczki i gęsi. Na całym terenie gra świąteczna muzyka, a po zmroku cały teren rozświetla się milionami lampek, co tworzy jeszcze piękniejszy klimat. Zarówno za dnia, jak i wieczorem po spektaklu cyrkowym przez park przejeżdża parada świąteczna, z udziałem maskotek, Mikołaja i koni.
Ceny są przystępne, a nawet niektóre nieco tańsze niż na polskich jarmarkach świątecznych.
O 15:00 nadszedł czas na kulminację tego dnia, czyli niemal 3 godzinny spektakl cyrkowy. Już rozpoczęcie, dzięki starannie dobranej muzyce i grze świateł zrobiło na mnie ogromne wrażenie.
Trzy wejścia ma siedmioosobowa grupa Brazil Star - piramidy z fire show, skoki na huśtawce oraz odskocznie. Ich umiejętności są stopniowane, i właśnie ten ostatni występ jest najlepszy - skoki pełne akrobacji po wybiciu z deski to coś co jest jednym z najpiękniejszych numerów w sztuce cyrkowej.
Jednym z najlepszych punktów programu była akrobatyka siłowa wykonana przez młode hiszpanki - ich ciała nie miały żadnych ograniczeń.
W Circus William nie mogło zabraknąć zwierząt - tradycyjnie były to białe tygrysy i lwy. Do tego tresura wielbłądów i koni. Na koniec na arenie pojawiła się z kucykiem 6 letnia przedstawicielka następnego pokolenia treserów rodziny Wille. Wszystkie tresury oglądało się z przyjemnością i uśmiechem.
Przez cały program bawił portugalski clown Steve Munoz - profesjonalista, z niesamowitym kontaktem z publicznością, którą nie tylko wybiera na arenę, ale sam wchodzi pomiędzy widzów w trakcie swoich występów. Repryzy w dużej mierze klasyczne, ale za to jak świetnie wykonane.
Ostatnim numerem była duża iluzja i ta o dziwo mnie zaskoczyła. Bowiem w skrzyni gdzie standardowo widziałem zawsze wychodzące 3 kobiety, teraz było to aż 5 artystek. Podobnie z lewitującym stolikiem - myślałem że ten rekwizyt mnie nie zaskoczy a jednak. Taką iluzję można oglądać!
W programie była jeszcze doskonała gimnastyka na flying poledance, oraz sztrabatach. Te numery były wręcz perfekcyjne.
Przez cały program jakość dźwięku za sprawą nowych głośników była na najwyższym poziomie, choć mogłaby być orkiestra na żywo.
Namiot był wypełniony do ostatniego miejsca, a owacje na koniec nie miały końca.
Polecam każdemu to miejsce, ja z chęcią tam wrócę.
W dziale ZDJĘCIA - album z fotografiami z programu.

